Chuj, dupa, kamieni kupa – czyli co zrobić z chujowym dniem?

Obudziłam się w chujowym nastroju. Miałam ochotę coś rozpieprzyć – nie wiem dlaczego. Ostatnio takie fazy mi się włączają. Świat przechodzi teraz jakieś mega energetyczne zmiany, a ja to mocno odczuwam. Nie dość, że jestem numerologiczną Mistrzowską 33, to jeszcze jestem tuż przed 30., co oznacza, że Saturn robi mi totalny mindfuck w tej chwili (jak się dowiedziałam – Saturn okąża swoją orbitę w ciągu około 29,5 ziemskich lat, a jego powrót w miejsce, w którym znajdował się w dniu urodzin danego człowieka tenże człowiek odczuwa wyjątkowo intensywnie). Czyli jest grubo. Boli mnie całe ciało, dużo śpię, prawie z nikim nie gadam – to jest cisza przed burzą, bo czuję mocno, że coś większego się kroi. Z jednej strony kocham to uczucie, a z drugiej bywa ono niekomfortowe.

Czuję, że moje życie do mnie nie pasuje. Nie to, żebym nim gardziła – wręcz przeciwnie. Ale to, o czym myślę, o czym marzę, czego pragnę i jak podchodzę do siebie i życia odbiega tak daleko od rzeczywistości, jaka mnie otacza. Grunt to się jej nie poddawać – kreować, a nie odtwarzać. Wiem, że w środku – energetycznie – odwaliłam kawał roboty, zmieniając przekonania. Przede wszystkim odnośnie siebie samej, swojej wartości, poczucia bezpieczeństwa. Wiem też, że Wszechświat działa hmm… z pewnym opóźnieniem. Bardzo lubię porównanie do rozpędzonego samolotu, który by zawrócić musi najpierw wytracić prędkość, z jaką kierował się w daną stronę, a potem, kiedy zwolni, zmienić kurs. I dopiero potem się rozpędzić. Ja jestem na etapie wytracania prędkości – wywalam z głowy to, co mi nie służy; zmieniam poglądy, zmieniam siebie i widzę powoli efekty tego na zewnątrz. Jednak jestem tylko człowiekiem i są momenty, kiedy kurwica mnie trafia: jak to, ja mam już w głowie i sercu co innego, a na zewnątrz nadal to? Noż kurwa ja pierdolę!!! I autentycznie mam ochotę rzucać rzeczami 😉

Taki dzień czy moment może przydarzyć się każdemu, ale niezmiernie ważne jest, by nie ulegać cięższym emocjom i nie dać im się wkręcić. W końcu to Wy panujecie nad nimi, nie one nad Wami. No chyba, że wmówicie sobie inaczej.

Co robić w takich chwilach..? Wyczilować. Wyluzować. Wziąć kilka głębokich oddechów i nie dać się ponieść. Pomedytować. Poczytać książkę, pomedytować, obejrzeć odcinek Przyjaciół, posłuchać Abrahama i pokolorować. Narysować mandalę. Opisać swoje życie – takie, o jakim się marzy. Zrobić wszystko, by przerwać myślotok i poprawić sobie samopoczucie. Ale też nie karcić siebie za to, że ma się gorszy moment. Po prostu to zaakceptować, nie bić piany. Jebło, to jebło 😉

Rano z okazji bezsilności, jaka mnie opanowała, pierwszy raz od… nie pamiętam w sumie kiedy postanowiłam nawciskać Wszechświatowi. Powiedziałam mu, że jestem wkurwiona, że czuję się wystawiona do wiatru, samotna, zdana na siebie i ogólnie w czarnej dupie. Oczywiście wiem, że to nieprawda, jednak takie odczucia też przewijają się przez moje życie. W związku z tym oraz z dzisiejszym nowiem postanowiłam wyrzucić na papier wszystko to, co mnie boli. Specjalnie dla Was przepisuję wszystko i tutaj, byście zainspirowali się i zastanowili, co sami możecie uprzątnąć w Waszych życiach. Koniec roku oraz obecny układ planet (tak, JA to mówię… dżizas) sprzyja takim zimowym porządkom, by w nowy rok wejść na pełnej piździe. Enjoy!
(może być nieco chaotycznie oraz może być mocno osobiście ;))

Drogi Wszechświecie!
Dzisiaj byłam tak strasznie wkurwiona. Nie wiem czemu. Tzn mogę tylko podejrzewać. Dzisiaj – teraz – jest trudny okres. Dzieje się jakiś kosmiczny shift, energie wariują. A jeszcze w dodatku Saturn wraca do tego samego miejsca, w którym był kiedy się rodziłam… Ogólnie mam jeden wielki mindfuck. Wiem do czego to wszystko prowadzi. To ogrommy kontrast, ukazanie fałszu i iluzji; spowodowanie, by odpadło ode mnie wszystko to, co mi nie służy. Jak suche gałęzie z drzewa – żeby to drzewo dalej mogło wzrastać.
Zwykle nic nie piszę o tym, co mnie wkurwia i czego się boję. Czego się wstydzę. Pragnę się oczyścić. To, co chcę wyrzucić z siebie raz na zawsze, a dziś jest nów. Nowe początki. Wysyłanie intencji. Wybaczam sobie, kocham siebie – mimo że nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Kocham siebie – mimo że w tej chwili nie mam tyle pieniędzy ile bym chciała. Kocham siebie i wiem, że jestem dobra i wartościowa, mimo że mam dugi i zawsze oddaję pieniądze na czas. Pierdolę myślenie, że jestem nie dość dobra, nie dość wartościowa. Że mam wrażenie, że nie mam nic ciekawego do zaoferowania światu i innym ludziom. Że chcę pisać, chcę uczyć i inspirować ludzi – ale czuję, że nie wniosę w ich życia nic nowego, nic wartościowego. Że czuję, że przecież inni wiedzą więcej ode mnie. Że na wszystko trzeba sobie zapracować, zasłużyć. Pierdolę strach – strach przed porażką. I poczucie niemocy. 
Boję się tego, że nie dam sobie w życiu rady – i to też serdecznie pierdolę. To, że pewnych rzeczy logicznie nie rozumiem – ale czuję. To, że wstydzę się pewnych swoich cech i umiejętności, z powodu których czasem czuję się jak odmieniec, podczas gdy to po prostu czysta moc.
Chcę się przekształcić, chcę tej metamorfozy, którą czuję już od jakiegoś czasu. Odcinanie więzów jeden po drugim bywa straszne, dziwne i bolesne, ale czuję, że muszę to zrobić. Pierdolę strach. Akceptuję go, przytulam i zasadzam porządnego kopa w dupsko.
Momentami wkurwiają mnie moje myśli. Wkurwia mnie rzeczywistość, która do mnie nie pasuje. Jak za ciasny but. Wkurwia mnie to, że wiem, że stać mnie na o wieeele więcej, a tkwię na poziomie może 10% moich możliwości. Wkurwia mnie czasami to, że mój Twin Flame jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko, a tęsknota za nim bywa bolesna. 
Mimo wszystko kocham siebie i wiem, że wszystko dobrze się układa. Nawet jeśli nie widzę tego w danym momencie; jeśli nie widzę całej ścieżki przede mną – to widzę te kilka metrów, które mam do przebycia. A potem kolejne kilka metrów. Porzucam strach, porzucam poczucie winy. Porzucam wszystkie te przekonania, które mi nie służą, a zostały mi wpojone. Porzucam wszystko to, co ze mną nie rezonuje. Zrzucam starą skórę. Porzucam potrzebę aprobaty i docenienia z zewnątrz. Porzucam poczucie żalu do samej siebie za rzeczy, które robiłam w przeszłości. Zapraszam do swojego życia miłość, prawdę, szczerość, przygody, radość, bogactwo – we wszelkich możliwych postaciach. Doceniam wszystko to, co mam w tej chwili. Miejsce, w którym obecnie się znajduję. Wybaczam sobie samej. Kocham samją siebie. Poddaję się temu, co Wszechświat dla mnie przgotował – a jednocześnie biorę odpowiedzialność za rzeczywistość, jaką sobie kreuję.
Wiem, że w każdej chwili mogę wszystko zmienić.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s